Masz realną wiedzę - a klientów zgarniają ci ludzie, którzy mają połowę twoich kompetencji i dwa razy głośniejszy profil. Nazywam się Sebastian Suwała i naprawiam dokładnie to. Uczę ekspertów - psychologów, dietetyków, trenerów, terapeutów - budować markę, do której klienci piszą pierwsi. Bez grania influencera. System zamiast motywacji, liczby zamiast obietnic.

obserwujących, którzy przyszli po konkret, nie po cytaty
miesięcy pracy 1:1 - mentoring, podczas którego prowadzę Cię za rękę do wyników. To nie jest kurs do odhaczenia.
przychód klientki w 3 miesiące
ten sam, którym pozyskuję własnych klientów
Wrzucasz rolki, bo "trzeba być regularnym". Obserwuje cię kilkaset osób - w większości znajomi. W wiadomościach cisza, a klienci przychodzą z poleceń, czyli wtedy, kiedy sami zechcą.
Powiedziano ci: buduj zasięg, publikuj codziennie, bądź wszędzie. Więc produkujesz treści, które giną w ciągu godziny, i patrzysz, jak ktoś z połową twojej wiedzy zapełnia kalendarz - bo jego widać, a ciebie nie.
To nie jest twój brak talentu. To zła rada.
Zasięg nie płaci faktur. Regularność bez ścieżki to praca za darmo. Twoim problemem nie jest za małe konto - jest nim brak drogi, która prowadzi obcego człowieka od twojego posta do rozmowy z tobą. Tę drogę da się zbudować. Zbudowałem ją u siebie i u moich klientów. Niżej pokazuję jak - i pokazuję liczby.
Zanim powstanie jakakolwiek treść, wiesz dokładnie, co twoja klientka czuje, zanim cię znajdzie - i za co jest gotowa zapłacić. Koniec ze zgadywaniem tematów. Zgadywanie zastępujemy danymi.
Każda treść pracuje dla Ciebie: ustawia cię jako autorytet w twojej niszy i przyciąga właściwych ludzi. Różnica między "kolejną gadającą głową" a kimś, komu się ufa, zanim się do niego napisze.
Obserwujący to jeszcze nie klient. Budujesz powtarzalną ścieżkę, która zamienia uwagę w umówione rozmowy - co miesiąc, nie raz na kwartał, kiedy algorytm się zlituje.
To nie jest kurs, po którym zostajesz sam z nagraniami. Przez 6 miesięcy wdrażamy to razem, 1:1 - ale ty uczysz się robić to samodzielnie. Efekt jest twój i zostaje z tobą, kiedy kończymy.
Każda z tych historii zaczęła się od konta, którego nikt nie oglądał.
780 obserwujących na starcie - konto jak tysiące innych kont dietetyczek. Trzy miesiące pracy Silnikiem Autorytetu: 26 000 obserwujących organicznie na Instagramie, 40 000 na Facebooku, bez złotówki na reklamy, i sto dziesięć tysięcy złotych przychodu.
Zaczynała z 4 000 obserwujących i wiedzą, za którą nikt nie płacił online. Dziś jej kursy generują dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie, a społeczność na Facebooku liczy 200 000 osób. Wiedza ta sama - zmieniła się ścieżka od treści do klienta.
Na starcie: 50 obserwujących, same znajome, i jej własne zdanie - "ja nie umiem obsługiwać komputera". Pierwszy miesiąc działania systemem: klienci o wartości 12 000 zł i zabukowany kalendarz. Nie zrobiliśmy tego za nią. Nauczyliśmy ją robić to samej.
Zaczynała od zera złotych z Instagrama. Dziś marka osobista przynosi jej stabilne 30-40 tysięcy miesięcznie - nie jednorazowy strzał, tylko powtarzalny każdy miesiąc.
Nisza, o której "nie da się robić contentu". Zaczynała od zera obserwujących. Dziś: 220 000 osób na Facebooku, zaproszenia do telewizji, płatne współprace z markami i kalendarz zapełniony na miesiąc do przodu.
Wyniki klientów zależą od ich pracy i punktu startu. Nie obiecuję kwot - pokazuję udokumentowane historie.
Silnik Autorytetu działał u dietetyczki, fizjoterapeutki, coach ADHD, specjalistki od pracy z dźwiękiem i w wielu innych niszach - w tym w niszy, o której "nie da się robić contentu". Mechanizm jest zawsze ten sam: research bólu, treść autorytetu, ścieżka do rozmowy. Zmienia się tylko język twoich klientów. Od niego zaczynamy.
Jedna z moich klientek na starcie mówiła, że nie umie obsługiwać komputera. Skończyła z zabukowanym kalendarzem. To praca 1:1 - prowadzę cię krok po kroku, nie zostawiam z nagraniami i życzeniami powodzenia.
Kilka godzin - pod warunkiem, że wiesz co i po co robisz. Na tym polega system: publikujesz mniej, a każda treść pracuje. Codzienne wrzucanie rolek na oślep zabiera więcej czasu i daje mniej.
Moje klientki startowały od 0, 50, 780 i 4 000 obserwujących. Wielkość konta nigdy nie była problemem. Problemem jest brak ścieżki od treści do klienta - a tę buduje się od pierwszego dnia.
O cenie rozmawiamy na rozmowie - po tym, jak sprawdzimy, czy w ogóle jestem w stanie ci pomóc. Nie sprzedaję mentoringu każdemu, kto zapuka. Dlatego jest aplikacja, a nie koszyk.
Nie - i to celowo. Agencja zrobi za ciebie i zostawi cię bez umiejętności: przestajesz płacić, znikasz. Ja uczę cię robić to samodzielnie. Efekt jest twój i zostaje z tobą po zakończeniu współpracy.